Targały mną teraz odmienne uczucia. Z jednej strony chciałam jej wybaczyć, z drugiej przywalić. Dziewczyna zaczęła płakać, a ja nie miałam siły,ani żeby ją pocieszyć, ani żeby udać że nic mnie to nie obchodzi. Zaczęłam wpatrywać się w taflę wody. Już się nie gniewałam. Nie miałam na co. Nie zobaczyła niczego ważnego, a skoro nie umie do końca tego kontrolować...
- wiesz - odezwałam się do nadal płaczącej Zoe - ja nie pamiętam nic że swojej przeszłości... Po prostu jakby nigdy nic obudziłam się nad brzegiem jeziora. Zawsze uważałam, że to ja miałam najgorzej, że to mnie ludzie powinni żałować,ale... teraz widzę, że się myliłam. - podniosłam kamyk z ziemi i niedbale wrzuciłam go do wody
- co ja mam teraz zrobić!? - zawołała Zoe
- żyć - odpowiedziałam - i się nie poddawać nawet w najtrudniejszych momentach. Twoje życie, twoje kredki
- łatwo ci mówić, ty przynajmniej kontrolujesz swoją moc.
- czasem gdy się wściekam zdarza mi się coś zamrozić, ale masz rację, ja to kontroluje...
Przez jakiś czas żadna z nas się nie odzywała. Wreszcie Zoe odezwała się pierwsza:
- wyrzucisz mnie stąd, prawda?
- prędzej sama odejdę - odpowiedziałam i mimo woli uśmiechnęłam się lekko - a na to narazie się nie zanosi.
- dzięki - uśmiechnęła się smutno - ale nie wiem czy sama stąd nie odejdę
- czemu?
- bo wszystkim zagrażam
- wiesz co - teraz już wrócił mi dobry humor - to miejsce zmieni się w waritkowo szybciej niż myślałam
Teraz nawet Zoe się zaśmiała
- nie musisz odchodzić, już i tak mamy tu feniksa, który boi się, że wszystko spali.
< Zoe? :-) >