niedziela, 21 czerwca 2015

Od Erika do Camille

Przewróciłem oczami.
- Kurde ! Już myślałem, że zawsze taka jesteś ! - zaśniałem się ironicznie - Ale i tak wole taką ciebie, nie prawiącą komplementów byle komu - zachichotałem, a w nagrodę dostałem łokciem w brzuch. - Ala ! - krzyknąłem z udawanym oburzeniem
Zaczęliśmy się chichrać.
Usiedliśmy nad wodą i wpatrywaliśmy się w nasze odbicia.
- Wiesz widzę tam piękną, niezależną i wspaniałą osobę - rzekłem uroczo - O patrz ty też tam jestem ! - mówiąc to roześmiałam się, ale zaraz potem uniosłem ręce w geście poddania się - Dobra... Dobra... Żartuję !

< Camille ? >

Od Any do Leona

Postać, która się na mnie rzuciła zaczęła przybierać różne postaci. A najgorsze były głosy...
Usłyszałam przy uchu cichy szept:
- Jesteś dziwadłem. Nikt Cię nie akceptuje...
Zignorowałam głos.
Ale z kolejnym było gorzej...
- I co teraz zrobisz? Zabijesz mnie? Odważysz się na to?
Wydałam z siebie krzyk irytacji. Zaczęłam biec.
- To twoja wina. To przez ciebie oni nie żyją!
Zatkałam uszy dłońmi, ale głosy wydawały się być wewnątrz mnie.
- Zapłacisz za to! Zginiesz w męczarniach! Nikt cię nie usłyszy!
Potknęłam się o wystający z ziemi korzeń. Runęłam jak długa.
- Zabiłaś własnego ojca!
- Nie! - krzyknęłam. Wstałam i znowu zaczęłam biec.
- Zabiłaś go. Przed prawdą nie uciekniesz!
- To nieprawda! Moi rodzice żyją! - opadłam na kolana i schowałam twarz w dłoniach. Ten głos nie mówił prawdy. On chciał, żebym...
Się bała.
Zacisnęłam dłonie w pięści. Wstałam i pobiegłam dalej.

Znalazłam się w swoim pokoju. Z dzieciństwa. Ściany były splamione krwią.
Zakryłam usta dłonią, żeby zdusić krzyk. Na szkarłatnym od krwii dywanie leżała Nina. Jej złote włosy ułożyły się w wachlarz wokół jej głowy. Podeszłam do niej. Miała na sobie swoją ulubioną, letnią sukienkę...
Łzy cisnęły mi się na oczy. Moja siostrzyczka...
Wzięłam ją w objęcia i zaczęłam kołysać. Ukryłam twarz w jej włosach i pozwoliłam łzom płynąć.
Bałam się... że zacznę się bać.

Iluzja zniknęła. Znowu byłam z Leonem w naszym pokoju. Chłopak pocierał dłonią skroń. Wyglądał na przerażonego.

Leon? (też nie potrzebuję numeru do psychiatry xD)

Od Leona do Any

Z przerażeniem obserwowałem jak na dziewczynę spada jakiś stwór. Scena rozmyła mi się przed oczami.

                                                      ~~*~~

...Stałem na środku jakiegoś pokoju. Wokół mnie było pusto. Usłyszałem krzyki...
- Jak mogłeś to zrobić!? - usłyszałem krzyki... O nie, nie, NIE!! To znowu... Nie chce tego oglądać...!...
- Zamknij się! - krzyk ojca rozproszył ciszę jaką przed chwilą zapanowała. Rodzice weszli do pokoju.
- Zdradziłeś mnie! Jak mogłeś!? - matka wpadła w szał.
- Daj spokój babo! To była tylko jedna noc! Uspokój się!
- Ty-tylko jedna!? - kobieta chwyciła nóż. Mężczyzna chwycił z ziemi pistolet...
...15 letni ja przybiegłem usłyszawszy huk. Widziałem siebie wpadającego w szał. Widziałem jak widząc rozbitą szybę i zakrwawione ciało matki chwytam kawałek szkła... Biorę rozbieg... Przebijam tchawice ojcu zanim zdążył zareagować. Widziałem tryiumf we własnych oczach widząc cierpienie ojca...

                                                     ~~*~~

- Jestem MORDERCĄ!!! MORDERCĄ!!!

Ana? (Nie, nie potrzebuje numeru do psychiatry xD)

Od Camille do Erika

Zaczęłam kopiować jego ruchy. Erik okazał się nawet spoko, No chociaż nie jest takim idiotom na jakiego najpierw wyglądał...
- Cam! Za bardzo na lewo! Rozbijemy się! Ja ci... - Nie dokończył, bo za moje za myślenie wpadliśmy w krzaki.
- Możesz pogratulować mi inteligencji - powiedziałam, kiedy pomagał mi (no dobra, wynosił mnie) z wody.
- Tak, twój geniusz mnie oświeca - Zaśmiał się.
- Wiesz co? - spytałam kładąc się na trawie.
- Co?
- Jednak nie jesteś takim palanem jakim się zdawałeś
- Czy  ja usłyszałem komplement!? - udał zaskoczonego.
- Tylko się nie przyzwyczajaj!

Erik?

Od Erika do Camille

Przewróciłem oczami.
- To co ? Może pójdziemy na kajaki ? - zaproponowałem
- Ok - rzekła z uśmiechem
Wstaliśmy i skierowaliśmy się do składziku z tyłu domu.
Wzięliśmy sprzęt i poszliśmy nad rzekę.
Ja, jako zaawansowany kajakarz ( czy jakoś tak ) wsiadłem z przodu, a Cam z tyłu.
- Gotowa ? - zapytałem biorąc wiosła
- Jak nigdy - zaśmiała się i kopjując moje ruchy ruszyliśmy w górę rzeki.

< Camilla ? >

Od Camille do Erika

- Wieeeelki Pech! - westchnęłam teatralnie.
- To może ja sobie pójdę... - zaczął w stając.
- Nie! - krzyknęłam. Nie wiem co mnie napadło... :/
- OOo! Złotowłosa zmieniła zdanie!? Nie wierzę!
- Od-wal-się - przeliterowałam.
- dobrze Roszpunko! - okrzyknął z przesadny tonem.
 - Mówię poważnie! Odczep sie! Dziwny jesteś, taka Jessica mi wystarczy już z samą nią mam mnóstwo problemów!
Usłyszałam fuknięcie. Odwróciłam się drogą szła Jessica! Jak miło... (Ironia).
- Chyba to słyszała - podsumował chłopak.
- Spierpapier - mruknęłam.

Erik? xD