Postać, która się na mnie rzuciła zaczęła przybierać różne postaci. A najgorsze były głosy...
Usłyszałam przy uchu cichy szept:
- Jesteś dziwadłem. Nikt Cię nie akceptuje...
Zignorowałam głos.
Ale z kolejnym było gorzej...
- I co teraz zrobisz? Zabijesz mnie? Odważysz się na to?
Wydałam z siebie krzyk irytacji. Zaczęłam biec.
- To twoja wina. To przez ciebie oni nie żyją!
Zatkałam uszy dłońmi, ale głosy wydawały się być wewnątrz mnie.
- Zapłacisz za to! Zginiesz w męczarniach! Nikt cię nie usłyszy!
Potknęłam się o wystający z ziemi korzeń. Runęłam jak długa.
- Zabiłaś własnego ojca!
- Nie! - krzyknęłam. Wstałam i znowu zaczęłam biec.
- Zabiłaś go. Przed prawdą nie uciekniesz!
- To nieprawda! Moi rodzice żyją! - opadłam na kolana i schowałam twarz w dłoniach. Ten głos nie mówił prawdy. On chciał, żebym...
Się bała.
Zacisnęłam dłonie w pięści. Wstałam i pobiegłam dalej.
Znalazłam się w swoim pokoju. Z dzieciństwa. Ściany były splamione krwią.
Zakryłam usta dłonią, żeby zdusić krzyk. Na szkarłatnym od krwii dywanie leżała Nina. Jej złote włosy ułożyły się w wachlarz wokół jej głowy. Podeszłam do niej. Miała na sobie swoją ulubioną, letnią sukienkę...
Łzy cisnęły mi się na oczy. Moja siostrzyczka...
Wzięłam ją w objęcia i zaczęłam kołysać. Ukryłam twarz w jej włosach i pozwoliłam łzom płynąć.
Bałam się... że zacznę się bać.
Iluzja zniknęła. Znowu byłam z Leonem w naszym pokoju. Chłopak pocierał dłonią skroń. Wyglądał na przerażonego.
Leon? (też nie potrzebuję numeru do psychiatry xD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz