Po jakimś czasie rozmowy z Camille poszłam na wzgórze do lasu. Miałam
ochotę pobyć sama. Nie wiem czemu wszystko idzie nie po naszej myśli,
lecz i tak nie rozumiem czemu ona się załamuje. Jeżeli będzie tak
pesymistyczne do tego podchodziła, to będzie tak dalej. Jednak sytuacja
jest kiepska. Myślałam, że kiedy znajdę swoje miejsce na ziemi to
wszystko będzie dobrze. Niestety życie to nie bajka. Trzeba się z tym
pogodzić. Szłam przez las myśląc jak filozof. Nagle usłyszałam hałas
nieopodal mnie. Podeszłam tam i ujrzałam pięknego, siwego konia
szarpiącego się z płapką kłusowników. Od razu starałam się mu pomóc. Na
szczęście się nie spłoszył. Zrobiłam mu zimny okład z leczniczy ziół i
zatamowałam krew. Kiedy wstałam i zacząłem szukać czegoś czym mogłabym
zabezpieczyć opatrunek koń nagle stanął w bezruchu patrząc na coś
znajdującego się za mną. Uciekł galopem w przeciwną stronę. Starałam się
odwrócić, lecz nagle poczułam bezwład i upadłam na twardą ziemię.
Zemdlałam.
***
Otworzyłam powoli oczy i próbowałam wstać na chwiejących się nogach.
Było mi zimno. Nigdy tego nie odczuwałam. Rozejrzałam się dookoła. Byłam
w jaskini bez wyjścia. Na ziemi leżał śnieg, a u góry jakby ściana wody
która się nie lała. Po środku tej groty mieścił się świecący na
niebiesko kamień. Coś mnie do niego przyciągało. Zaczęłam iść w tamtą
stronę. Niechciałam tam iść, ale musiałam. Krok po kroku znajdowałam
się coraz bliżej niego. Mimowoli wyciągnęłam rękę, aby go dotknąć i
stało się. Światło rozległo się w całej jaskini, a ja poczułam jak moje
ciało obija się o śnieg i zaczynałam odlatywać. Zasnęłam.
***
Poczułam jak mój umysł wchodził do ciała, a dokładniej do...do czegoś co
przypominało ciało, ponieważ lewitowałam nad swoim ciałem. Nie wiem kto
nim kierował, ale chyba miał złe zamiary. Znajdował się dosyć blisko
naszego głównego domu, czy jak to się nazywało, i szedł w jego kierunku.
Wchodził powoli do budynku, a ja latałam za nim. W salonie na kanapie
siedzieli Remek, Kamila i Camille. Osoba w moim ciele zaczęła z nimi
rozmawiać, ale Camilla była zajęta oglądaniem czegoś w TV. Starałam
nawiązać kontakt z umysłem Remka, a potem Kamili, ale bez skutku.
Zaczęłam mówić do umysłu Camilli
-Błagam... Camilla.- prawie płakałam, a mój głos załamywał się w pół, lecz Camilla nagle poruszyła głową
-Słyszysz mnie?- w moim głosie pojawiła się nutka nadzieji. Otworzyła usta aby coś powiedzieć, ale jej przerwałam
-Nic nie mów. To coś lub ktoś może to wykorzystywać. Za chwilę otworzę
barierę między naszymi umysłami i będziemy mogły bezpiecznie rozmawiać.-
Zaczęłam pozwalać, aby kturtyna między nami się otworzyła.
<Camille? Uratuj mnie albo będziesz miała ducha w mieście.>