poniedziałek, 18 maja 2015

Od Kiyoko cd Camille

Po jakimś czasie rozmowy z Camille poszłam na wzgórze do lasu. Miałam ochotę pobyć sama. Nie wiem czemu wszystko idzie nie po naszej myśli, lecz i tak nie rozumiem czemu ona się załamuje. Jeżeli będzie tak pesymistyczne do tego podchodziła, to będzie tak dalej. Jednak sytuacja jest kiepska. Myślałam, że kiedy znajdę swoje miejsce na ziemi to wszystko będzie dobrze. Niestety życie to nie bajka. Trzeba się z tym pogodzić. Szłam przez las myśląc jak filozof. Nagle usłyszałam hałas nieopodal mnie. Podeszłam tam i ujrzałam pięknego, siwego konia szarpiącego się z płapką kłusowników. Od razu starałam się mu pomóc. Na szczęście się nie spłoszył. Zrobiłam mu zimny okład z leczniczy ziół i zatamowałam krew. Kiedy wstałam i zacząłem szukać czegoś czym mogłabym zabezpieczyć opatrunek koń nagle stanął w bezruchu patrząc na coś znajdującego się za mną. Uciekł galopem w przeciwną stronę. Starałam się odwrócić, lecz nagle poczułam bezwład i upadłam na twardą ziemię. Zemdlałam.

***

Otworzyłam powoli oczy i próbowałam wstać na chwiejących się nogach. Było mi zimno. Nigdy tego nie odczuwałam. Rozejrzałam się dookoła. Byłam w jaskini bez wyjścia. Na ziemi leżał śnieg, a u góry jakby ściana wody która się nie lała. Po środku tej groty mieścił się świecący na niebiesko kamień. Coś mnie do niego przyciągało. Zaczęłam iść w tamtą stronę. Niechciałam tam iść,  ale musiałam. Krok po kroku znajdowałam się coraz bliżej niego. Mimowoli wyciągnęłam rękę, aby go dotknąć i stało się. Światło rozległo się w całej jaskini, a ja poczułam jak moje ciało obija się o śnieg i zaczynałam odlatywać. Zasnęłam.

***

Poczułam jak mój umysł wchodził do ciała, a dokładniej do...do czegoś co przypominało ciało, ponieważ lewitowałam nad swoim ciałem. Nie wiem kto nim kierował, ale chyba miał złe zamiary. Znajdował się dosyć blisko naszego głównego domu, czy jak to się nazywało, i szedł w jego kierunku. Wchodził powoli do budynku, a ja latałam za nim. W salonie na kanapie siedzieli Remek, Kamila i Camille. Osoba w moim ciele zaczęła z nimi rozmawiać, ale Camilla była zajęta oglądaniem czegoś w TV. Starałam nawiązać kontakt z umysłem Remka, a potem Kamili, ale bez skutku. Zaczęłam mówić do umysłu Camilli
-Błagam... Camilla.- prawie płakałam, a mój głos załamywał się w pół, lecz Camilla nagle poruszyła głową
-Słyszysz mnie?- w moim głosie pojawiła się nutka nadzieji. Otworzyła usta aby coś powiedzieć, ale jej przerwałam
-Nic nie mów. To coś lub ktoś może to wykorzystywać. Za chwilę otworzę barierę między naszymi umysłami i będziemy mogły bezpiecznie rozmawiać.- Zaczęłam pozwalać, aby kturtyna między nami się otworzyła.

<Camille? Uratuj mnie albo będziesz miała ducha w mieście.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz