Obudziłam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Ściany były szare i podrapane, a do tego wszystko było pokryte kurzem, szlamem i krwią. Obejrzałam się. Byłam tu sama. Gdzie są wszyscy? Eh.. to pewnie tylko sen, albo jakieś chaluny... Zaczęłam chodzić po pokoju szukając jakiegoś wyjścia. Wszędzie dookoła stały góry rupieci i rozbite lustra. Zniszczone, podziurawione rzeczy walały się tu i tam... Nie było żadnych drzwi.... Nagle usłyszałam huk, ktoś strzelał! Odruchowo chciałam wyciągnąć swoją spluwę, albo chociaż sztylet, ale zorientowałam się, że nie mam broni. Padłam na ziemię. Huki powoli ustały. Wszystko się uspokoiło. Kiedy już otrząsnęłam się z szoku wstałam
- ku*wa - przeklnęłam głośno patrząc na swoje odbicie w rozbitym lustrze.
Byłam cała w kurzu. Nie zważając na to ( bo nie było na to czasu ) zaczęłam przeszukiwać góry rupieci.
- kto wie może znajdę tu coś pożytecznego - mruknęłam do siebie - umrzemy i tak, ale czy to musi stać się akurat tu? Ale w końcu i tak nie jest aż tak źle, mogło być gożej - powiedziałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Starałam się wmówić sobie, że wszystko gra. Ale nie potrwało to długo. Przeszukując śmieci natknęłam się na ciało. Krzyknęłam i odsunęłam się pod ścianę. Spojrzałam w bok. Tam na lampie wisiała ludzka czaszka! Zaraz zwymiotuję... Ciał, szkieletów, kości i trupów było coraz więcej. Pojawiały się z nienacka... Nie to było najgorsze, niektóre z tych zwłok rozpoznałam... to byli moi... przyjaciele, ludzie którzy pomogli mi kiedy wałęsałam się po świecie oraz przyjaciele z... miasta. Zaczęło kręcić mi się w głowie...
- nie chcę zostać sama! To sen... głupi sen, to tylko koszmar... TYLKO KOSZMAR!!! - zaczęłam wołać, aż pogrążyłam się w nicość...
< Zoe? Rita? Mixi? Każdy ma czas do 17.25 jutro ( tak jakby ktoś nie wiedział to powtarzam ) xD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz