Siedziałam na drzewie i patrzałam na nich z góry wypatrując przy tym
okolice. Jesteśmy tu same dziewczyny, a tamta dwójka była podejrzana.
Chcialam to sprawdzić i nie martwić reszty. Bezszelestnie rozpostarlam
skrzydła. kiedy tylko się wzniosłam zauwarzyłam ich dwójke dojść daleko.
Poleciałam bliżej nich. Sama nieiwem po co. Coś mnie natchneło i tyle.
Zaczełam obniżać lot kiedy na ziemi zauwarzyłam siatke.
- Co to u licha - powiedziałam na głos. Nagle dostałam kamieniem w skrzydło i upadłam prosto w sieć, która się zamkneła.
- Półapka - wysyczałam. Zaczełam się rozglądać z pewnym niepokojem. Po
chwili ich zauwarzyłam. Dziewczyne o imieniu Tatiana, i męszczyzne o
którym niewiedziałam nic. I byłam z tego posodu zła. Zaczełam płonąć,
ale nic to nie dawało. Siatka jakby z ołwiu, ani drgneła. Stała i nic.
Męszczyzna wzioł mnie w siatce i zaczeli gdzieś iść.
- Wypuśccie mnie - warknełam do nich. A oni jagby mnie nie słyszeli.
Ostatnią żecz jaką mogłam zrobić, to dać dziewczyną znak, że jestem w
niebezpieczeństwie. Zaskrzeczałam najgłośniej jak potrafie, a potraie
tak nawet na kilkaset kilometrów. Nastuwe mnie usłyszały. Tylko pytanie
co stanie się ze mną i gdzie oni mnie prowadzą? Kim oni wogule są? I
jeszcze jedno czy dziewczyny mnie znajdą? Czy zdązą mnie uratować? Mam
szczerą nadzieje, że tak.
< Mixi, czas do 20. 45. dnia 12.04.2015 >
Nie chciałabym nic mówić ale mogłabyś popracować nad ortografią, . ciężko sie czyta
OdpowiedzUsuńmnie to nie przeszkadza, ale trudno każdego nie da się zadowolić... :/
OdpowiedzUsuń