Wpatrywałem się w wodę czując zapach krwi. Te przesłodki, cudowny zapach. Nie mogłem oderwać wzroku od tej czerwieni, która lekko połyskiwała w blasku czerwcowego księżyca. W pewnej chwili chciałem wskoczyć do niej i zacząć pływać topiąc się w rozkoszy ( wiem jestem obrzydliwy ), ale naglę oprzytomniałem. Odwróciłem się tyłem do jeziora próbując przestać o nim myśleć. Krew, krew! to słowo ciągle przelatywało mi przez myśl.
Szybkim krokiem skierowałem się w stronę mojego ,, domu ''.
Ana była tuż za mną. Słyszałem ją, nie, ja słyszałem jej krew, dudniącą w jej żyłach. Chciałem odwrócić się i wyrwać jej żyły z gardła, tak, aby jej krew rozprysnęła się na wszystkie strony.
- Nie ! - krzyknąłem z całej siły, aby spróbować się opanować
- Co się stało ?! - krzyknęła zaniepokojona Ana podbiegając do mnie
- Nie zbliżaj się ! - mówiłem dalej nie dając jej dojść do słowa - Jestem niebezpieczny ! Nie mogę tu zostać ! Zagrażam wam ! - te słowa nie były kierowane do niej, lecz do mnie. - muszę odejść - szepnąłem sam do siebie, ale chyba Ana też to usłyszała, bo poczułem jej przerażony wzrok na sobie.
< Ana ? Wiem jestem obrzydliwa xd >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz