- Nie sądziłam, że z ciebie taki dobry kucharz - zaśmiałam się - choć oczywiście nie poradził byś sobie beze mnie Mr. Erik - pomniejszyłam komplement.
- Zdziwiła byś się co jeszcze potrafię zrobić - krzyknął.
- Dobrze, no to na jutro poproszę... - zamyśliłam się - krewetki w sosie własnym i zupę szczawiową!
Zaśmialiśmy się.
~~*~~
Bez słowa pobiegłam do stajni. Erik za mną.- Który koń twój? - spytałam.
- Mercury - powiedział wskazując na czarnego konia z białą strzałką na łbie.
- To chodź, pojedźmy gdzieś - powiedziałam podbiegając do konia.
- Cześć mały - powiedziałam wyprowadzając zwierzę z boksu. Odpięłam mu uzdę i zdjęłam siodło, które nie mam pojęcia dlaczego miał na sobie.
Potem wsiadłam na konia.
- Tak bez siodła, ani nawet uzdy? - zdziwił się chłopak.
- A masz coś do tego?
Erik?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz