poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Od Camile cd Zoe

- Jasne, chodź - powiedziałam do dziewczyny i ruszyłyśmy nad jezioro
- Nie pokarzesz mi budynku? - spytała patrząc w jego stronę
- Jeszcze nie teraz - powiedziałam z uśmiechem - jest taka piękna pogoda, że aż żal się chować - powiedziałam na co wzruszyła ramionami i poczęstowała się krakersami.
- no dobra, okej to gdzie idziemy?
- nie wiem... ale za tym wodospadem - pokazałam w stronę wodospadu - jest ładna jaskinia, więc jeśli nie masz nic przeciwko pomoczeniu się to chodźmy - powiedziałam
- no to chodźmy - westchnęła z pewną rezygnacją w głosie.
No więc poszłyśmy. Dużo czasu i śmiechu zajęło nam wyszukanie miejsca, w którym dało się przejść i jak najmniej się pomoczyć. Kiedy wreszcie całe przemoknięte do suchej nitki weszłyśmy do jaskini naszym oczom ukazały się dwa przepiękne tygrysiątka. Strasznie i żałośnie zawodziły. Chciałam do nich podejść, ale Zoe mnie zatrzymała...
- poczekaj, gdzieś tutaj na pewno jest ich matka - powiedziała i cofnęła się w bok. Nagle krzyknęła. Popatrzyłam na nią. Jedną nogą stała w kałuży krwi. Spojrzałyśmy w dół. Na podłodze było widać wielkie ślady z krwi. Poszłyśmy ich szlakiem... Niedaleko na posadzce leżało ciało nieżywej tygrysicy. Miała zraniony bok. Do oczu naszły mi łzy, lecz szybko je otarłam.
- kłusownicy - wyszeptała Zoe. Przytaknęłam. Wycofałyśmy się i z powrotem spojrzałyśmy na tygryski. Podeszłam do nich i wzięłam jednego na ręce. Był samcem.
- bez matki zginą - powiedziałam
- to co teraz? - spytała rozpaczona Zoe
- ja jednego wezmę - powiedziałam
- co z drugim?
- a wzięłabyś go? - zadałam jej pytanie retoryczne - tak czy owak dobrze byłoby je jakoś nazwać. Ja nazwę tego - wskazałam na tego, którego trzymałam na ramionach - a ty tamtego, dobrze?
Przytaknęła.
- no dobrze, więc ty będziesz... Assasin, może być? - spytałam Zoe na co tylko podniosła ręce w bezradnym geście - nieważne - podsumowałam - ja nie mam teraz głowy do imion. Teraz ty...

 < Zoe.....? > 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz