Ostatnio nic się nie układało... Siedziałam właśnie na drzewie. Dopiero wschodził świt. Jess nie było, bo kiedy nie śpi to zwiedza. Zresztą chyba na razie wolę być sama. Rozłożyłam skrzydła i wzbiłam się w powietrze. Na początku wisiałam trochę w powietrzu podziwiając pomarańczowe słońce. Chwilę później poleciałam dalej i rozpędziłam się jak tylko można. Nagle lecąc za blisko ziemi wpadłam na kogoś...
- ała! Uważaj! - usłyszałam
- przepraszam wymamrotałam
< Ktośkolwiek? :P >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz