Nic się nie układa. Dosłownie nic.... najpierw odeszła Zoe, teraz Mixi... Złapałam się za głowę.
- boże ratuj - wyszeptałam. Wszystko było nie tak. Świat stał się pusty i szary. Próbowałam już wszystkiego...
Stanęłam na brzegu piętnasu metrowego klifu. Zamknięłam oczy i runęłam w dół. Już tylko parę metrów, centymetrów, minimetrów... Odruchowo rozłożyłam skrzydła i wzbiłam się w powietrze.
- no właśnie, taki to już mój los - przeklnęłam pod nosem.
Poczułam dziwne kłucie w karku. Ból narastał. Przysisdłam na drzewie. Wygląda na to, że coś mnie ugryzło. Z pleców ciekła mi krew... Zrobiło mi się czarno przed oczami. Spadłam z hukiem z gałęzi. Zemdlałam...
< Ktoś? Albo umrę >
Więc... ostatnio nikt nic nie pisze. Jeśli sytuacja się nie poprawi Camile umrze a z nią cały blog...
~ *Kociaczek*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz