Weszłam do prawdopodobnie mojego nowego domu. Dobra, nie jestem zbyt
dobra w orientacji w terenie ale to przesada. Skręciłam w pierwszy
korytarz po prawej potem na lewo i nie wiem gdzie jestem. Mój pokój miał
być za zakrętem. Miałam nadzieję, że akurat nikogo tam nie będzie. Po
prostu wejdę, rozpakuje się i wyjdę schować się w cień. Niestety,
otworzyłam po woli drzwi a moim oczom ukazała się dziewczyna z zielonymi
włosami. Świetnie. Najlepsze było to, że zaczęła się na mnie wydzierać.
Nienawidzę takich ludzi. Zignorowałam ją i weszłam do pokoju, widząc
wolne łóżko ułożyłam na nim starannie walizkę i zaczęłam w niej grzebać.
Kątem oka zauważyłam, że dziewczyna kipi ze złości. Nawet chciałam jej
coś napisać ale uznałam to za zbyteczne. Rozejrzałam się po pokoju. Był
duży. Bardzo duży. Większy niż tamto zadupie na którym byłam. Dziewczyna
coś jeszcze gadała ale nie słuchałam jej. Wyprostowałam się i przeszłam
koło kanapy, na której siedziała nieznajoma. Szłam zapatrzona w cudne,
duże głośniki. Nie zauważyłam, że dziewczyna podstawiła mi nogę. W
ostatniej chwili złapałam równowagę. Posłałam jej mordercze spojrzenie.
Ta mało sobie z tego robiła i chichotała pod nosem. Próbowałam się
uspokoić ale dziewczyna działała mi na nerwy. Moje ciało zaczął ogarniać
mrok. Już miałam zalać dziewczynę tysiącami mieczy z mroku kiedy ktoś
wszedł do pokoju.
( Jessica, ktoś? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz