czwartek, 25 czerwca 2015

Od Any do Leona

Wściekła zatrzymałam czas (na wszelki wypadek) i przebrałam się w pokoju pewna, że nikt mnie nie zobaczy. Potem znowu przywróciłam normalne tempo upływu czasu.
Oparłam się o ścianę i przywołałam do ręki mojego smartfona.
Po jakichś piętnastu minutach Leon łaskawie wylazł z łazenki. Oderwałam oczy od ekranu telefonu i spojrzałam na niego. Patrzył na moją koszulkę: czarną z napisem ,, Moje oczy są tam" i dwoma strzałeczkami skierowanymi ku górze. Na jego ustach zawitał uśmiech.

Leon?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz