Ktoś wlazł do mojego umysłu. Ktoś... zdecydowanie silniejszy ode mnie.
Walczyłam z tym kimś próbując wypchać go ze swojego umysłu. Ale wiedziałam, że nie miałam szans.
Poczułam palący ból z tyłu głowy. Zatoczyłam się na ścianę. Co jest...?
Zobaczyłam, że Leon siedział bez ruchu na podłodze. Jego też coś dopadło.
Obcy umysł zaczął szukać mojego słabego punktu. Co on kombinował?
Znalazłam się w lesie. W palącym się lesie!
Zaraz... ktoś szukał mojego słabego punktu... Od kiedy boje się ognia? Odpowiedź brzmiała - od nigdy.
Pobiegłam przed siebie. Zastanawiałam się, jaki był tego cel?
Zatrzymałam się, kiedy zobaczyłam przed sobą Leona przywiązanego do drzewa. Co on tu robił? O ile się nie mylę, to moja chalucynacja. Chociaż, jakby się zastanowić to nie powinnam zdawać sobie z tego sprawy...
Ale mniejsza o to. Leon szarpał się z linami, które nie pozwalały mu uciec. I widziałam, że nie dawał rady.
Nie mogłam podejść i mu pomóc, bo otaczały go płomienie. Zamiast tego użyłam telekinezy. Poluzowałam sznury.
I wtedy uderzyło we mnie coś potężnego zwalając z nóg. Coś niematerialnego...
Na co Leon patrzył z przerażeniem w oczach.
Leon? Ech, wena siadła...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz