Westchnęłam i wsunęłam telefon do kieszeni dżinsów.
- Tak jakby mam władzę nad czasem - poinformowałam. - I potrafię go, np. zatrzymać. A wtedy zatrzymuje się dla wszystkich oprócz mnie i osób, które, nazwijmy to - wskarzę.
- Dobra, kumam.
- Naprawdę? - zakpiłam. - A myślałam, że nie jesteś na tyle inteligentny.
Rzucił mi karcące spojrzenie.
- Informacja z ostatniej chwili: nie jestem dzieckiem i takie spojrzenie mnie nie rusza - rzuciłam przez ramię idąc w stronę drzwi.
***
Nie mając co robić chodziłam w tę i z powrotem po domu. I doszłam... na strych? W każdym bądź razie do pomieszczenia, które tak wyglądało.
Po drugiej stronie pokoju, pod ścianą stało pianino. Przypomniało mi się, jak kiedyś grałam po objedzie w salonie w moim domu. Podeszłam do instrumentu i usiadłam na jakimś taborecie przed nim. Wytarłam ręce o spodnie i zaczęłam grać.
W połowie utworu poczułam czyjąś obecność. Gdy tylko skończyłam grać odwróciłam się i spojrzałam w stronę drzwi. Oparty o futrynę stał w nich Leon.
Leon?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz