Siedzieliśmy tak w milczeniu patrując się w ciemność.
Naglę usłyszałem dźwięk łamania gałęzi. Błyskawicznie wstaliśmy i ujrzeliśmy wielkie monstrum.
Na szczęście ja zawsze mam przy sobie sztylet. Wyjąłem go, lecz nim zdąrzyłam się obejrzeć ,, to " skoczyło na Cam.
Dźgnąłem potwora kilka razy wywołując u niego przeraźliwy ból.
- Co to do cholery jest ?! - krzyknąłem dobijając potwora. Naglę zobaczyłem krew, nie krwe jakiegoś monstrum, tylko człowieka ! Przeniosłem wzrok na Camille. Mocno krwawiła i do tego była nie przytomna.
- Kurwa ! - szepnąłem pod nosem. Podniosłem dziewczynę i szybko pobiegłem w stronę miasta. Nie przeszkadzały mi pioruny, czy deszcz. Kiedy dobiedłem skierowałem się w stronę mojego pokoju. Wszedłem i położyłem Cam na łóżku. Poszedłem do łazienki po kilka rzeczy: bandarze, wodę utlenioną, gazę i kilka innych badziewnów ( ogólnie rzecz biorąc wziąłem apteczkę ). Przemyłem ranę, położyłem na niej bazę ( również nasączoną tym świństwem ) i zabandarzowałem.
Camille nadal leżała nieprzytomnie, więc postanowiłem poczekać, aż się przebudzi.
Po godzinie dziewczyna zamrugała oczami.
- Śpiąca królewna wreszcie się obudziła ! - zaśmiałem się
< Camille ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz