Erik dał mi swoją kurtkę. To był naprawdę piękny gest... Nie będę przecież narzekać, że zimno mi w nogi. Miałam bowiem tylko krótkie spodenki z dżinsu oraz luźną bluzkę z jednym rękawem opadającym z ramienia...
- Ciekawe kiedy przestanie lać... - zamyśliłam się.
- Mamy więcej czasu dla siebie - wyszczerzył się Erik dostając ode mnie zasłużonego kuksańca w brzuch.
- Uwarzaj, bo uwierze! - zawołałam z przesadną ironią... Nastała niezręczna cisza.
Wkrótce zaczęło się ściemniać. Do tego rozpętała się burza. Słysząc grzmot, który wyrwał mnie z rozmyśleń odskoczyłam od wejścia wpadając na chłopaka.
- I kto tu na mnie leci! - zawołał.
- Głuptok - teatralnie wzniosłam oczy do nieba.
- Chyba nie wrócimy dzisiaj do miasta - rzekł Erik siadając.
- Czyli co? Zastajemy tutaj? - zapytałam przestraszona. Co pomyślą jak nie wrócimy!?
- A masz inne wyjście - zdziwił się Erik. Bez słowa usiadłam obok chłopak i przytuliłam się do niego.
- To nic nie znaczy. Po prostu mi zimno - mruknęłam powstrzymując go od zbędnych komentarzy.
Erik?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz