Kiedy Ana sobie poszła postanowiłem coś przekąsić. Ruszyłem do kuchni sprawdzając pocztę na telefonie. Tak dawno nikt do mnie nie napisał żadnego maila. Po prostu chciałbym wiedzieć czy moje rodzeństwo jeszcze żyje... Znowu nic. Żadnej wiadomości od okrągłych 6-ciu miesięcy. Westchnąłem chowając telefon... Nagle przystanąłem słysząc (nie wiem skąd mi znaną) melodię. Szybko rozejrzałem się dookoła. Potem zacząłem nasłuchiwać. Hmmm... Wygląda na to, że te cudne dźwięki dobiegają z góry. Spostrzegłem drabinę prowadzącą ku górze. Zacząłem wchodzić na strych. Szczerze to nie miałem pojęcia, że go tu mamy, ale podobno nawet Camille nie zna dokładnie tego domu, więc co się dziwić... Muzyka stawała się coraz głośniejsza. W końcu doszedłem. Bezszelestnie wsunąłem się do pomieszczenia. Było bardzo przestronne. Jednak zanim zdążyłem je dokładniej oblukać mój wzrok przykuła osoba siedząca pod ścianą i grająca na fartepianie... Ana? Wow, ta dziewczyna zaskakuje...
...Słuchałem utworu wpatrzony w dziewczynę z podziwem. Spostrzegłem, że światło padające z jedynego, małego okna pada na dziewczynę. Teraz w jej włosach tańczyły złote promienie. Wyglądała... Chwila! O czym ja w ogóle myślę!? Zażenowany zamknąłem oczy.
Otworzyłem je kiedy wyczułem, że nadciąga koniec utworu. Kiedy wreszcie Ana skończyła grać odwróciła się do mnie.
- Ładnie - powiedziałem nie kryjąc podziwu.
- Tylko tyle? - udała zażenowaną.
- A co? Oczekujesz oklasków, czy że zaproszę cię do mojego zespołu? - tak, blefowałem. Nie mam zespołu, ale przecież kto powiedział, że mieć go nie będę?...
Ana?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz